9 lipca 2013

Zero czasem znaczy więcej



Autor: Jarosław Naliwajko
Tytuł: Zero
Z okładki: Kiedyś podczas dyskusji o polskiej literaturze profesorowie Jan Błoński i ks. Józef Tischner ubolewali, że nie ma dobrej, przekonującej polskiej powieści o księdzu.

Powieść Zero wypełnia tę lukę. To powieść o księdzu. Już podjęcie tematu jest tu ogromnym walorem. Dla świeckich postać księdza (w życiu, a co dopiero w literaturze) jest owiana tajemnicą, niewiele się o nim wie, tak o jego codzienności, jak – zwłaszcza – o jego psychice, przeżyciach, doznaniach, rozterkach. Ksiądz jest traktowany w dwojaki sposób: albo z czołobitnością, bez mała jako dewocyjny obiekt kultu, albo z niechęcią, podejrzliwością, nieufnością, niekiedy wręcz otwartą niechęcią. Między dewocją a antyklerykalizmem rozciąga się oczywiście jeszcze obszar obojętności. Niewiele jest natomiast zwykłej ciekawości Innego. A ksiądz we współczesnej kulturze jest wcieleniem Innego


Maciej jest księdzem, z wyboru, choć przeciw. Przeciw rodzicom, którzy pragnęliby czego innego dla niego jak i dla brata artysty. Bo przecież to zniewaga dwóch takich synów, to jakby żadnego nie było.
Maciej jedzie na rocznicę ślubu rodziców i postanawia spędzić u nich kilka dni, pobyć razem. Jednak w jego rodzinie zwykłe pobyć nie jest tak proste jak wydawać by się mogło.

Jesteśmy wychowywani w powszechnym przekonaniu, że ksiądz to człowiek inny. W zależności od środowiska lepszy bądź gorszy od nas, szarych śmiertelników, ale z pewnością inny. W tej książce ukazane jest wnętrze księdza. Możemy się przekonać, że niczym nie różni się od nas samych, ma problemy, momenty zwątpienia, zagubienia… Nie jest wszechwiedzący, ale też nie ma powodu by go potępiać.

 Zero to bardzo mądra książka, w zwykły sposób opowiadająca o temacie będącym jak się okazuje tabu, bo do tej pory nie miałam w ręku książki o księdzu, mówiącej tak po prostu o wnętrzu i uczuciach, a nie o wierze i uczynkach.

Nie jest to lektura lekka, momentami czułam się osaczona, obarczona przemyśleniami. Kilkadziesiąt stron zajęło mi wgryzienie się w dość specyficzny język, dość ciekawie odwzorowujący tok myślenia człowieka, ale było warto. Myśląc o tej książce mam przed oczyma momenty z filmów kina ambitnego, bo i ta powieść to trochę kino ambitne na naszym krajowym rynku. Dość odważna pozycja, ale i też niezmiernie absorbująca, choć trudno doszukiwać się w niej wartkiej akcji i częstych zwrotów. 

Nie mogłabym nie wspomnieć też o okładce, jest wspaniała. Wywołująca dreszcze i szalenie klimatyczna. 


Zero to ciekawe doświadczenie dla czytelnika. Polecam.

5 komentarzy:

  1. Błagam Cię Anitkaa ta okładka jest koszmarna :D wręcz przerażająca:) ale wnętrze całkiem, całkiem, myślę,że skusiłabym się.. i fajnie,że wróciłaś!:)
    ja jestem ale nie w pełni, jak zjawisko atmosferyczne:D

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się z Agnieszką, okładka jest przejmująca i przerażającca. Gdybym ją zobaczyła w środku nocy przestraszyłabym się nie na żarty. Książkę ostatnio widziałam w bibliotece więc teraz z większą chęcią ją wypożyczę.

    OdpowiedzUsuń
  3. To właśnie w niej mi się najbardziej podoba, niby zwykła a jest w niej coś wywołującego dreszcz i niepokój. Cudo :D
    Książka jest ciekawa, ale ostrzegam że nie czyta się lekko i przyjemnie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Okładka paskudna ale recenzja zachęcająca.

    OdpowiedzUsuń